Etaty i pieniądze z wiatraków wywiewa za granicę

Przynajmniej trzy czwarte wartości budowanych w Polsce elektrowni wiatrowych zostaje poza naszym krajem. Za granicę trafia też zdecydowana większość wsparcia zielonymi certyfikatami i ponad 80 proc. miejsc pracy w sektorze. Czy niekorzystne relacje mają szansę na zmianę?
Pieniądze za granicę

W ubiegłym roku inwestycje w polskim sektorze energetyki wiatrowej wyniosły niemal 3 mld zł. Jednak tylko ok. 780 mln zł pozostało w Polsce. Reszta - przeznaczona przede wszystkim na zakup turbin i masztów - trafiła do zagranicznych dostawców – wynika z raportu Ernst & Young i Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej.

Turbiny z zagranicy

Właściwie wszystkie instalowane w Polsce elektrownie wiatrowe pochodzą od zagranicznych producentów. Z tego ponad połowę dostarczyły dwie firmy: duński Vestas (29 proc.) i hiszpańska Gamesa (22 proc.). Za nimi, z łącznym udziałem 37 proc. znalazło się jeszcze pięć firm z Niemiec: Enercon, Fuhrländer, Siemens, Nordex i Repower oraz amerykański GE Energy (8 proc.).

Zagraniczne podzespoły

Także podzespoły do montowanych w Polsce maszyn dostarczają firmy zachodnioeuropejskie. Między innymi duńskie: KK Electronics, LM Wind Power (dawn. LM Glasfiber) i Aarslef oraz niemiecki Euros czy szwajcarski ABB. Chociaż część z nich ma w Polsce swoje fabryki, to jednak produkcja w Polsce niektórych elementów jest w stanie zatrzymać w kraju tylko część pieniędzy.

Wsparcie za granicę

Co więcej, również zyski z zielonych certyfikatów przyznawanych wiatrakom wędrują za granicę. Na początku roku wśród piętnastu inwestorów skupiających 80 proc. mocy znalazła się tylko jedna polska firma - Tauron (8. miejsce z 61 MW). Podczas gdy stawkę z mocami przekraczającymi po 100 MW otwierały niemieckie Vortex i RWE, hiszpańska Iberdrola, portugalska EDP Renewables i duński Dong.

Praca za granicą

Obecna sytuacja sprawia również, że w Polsce nie powstaje za wiele "zielonych" miejsc pracy. Według szacunków Ernst & Young w 2011 roku w sektorze związanym z energetyką wiatrową pracowało ok. 1,9 tys. osób. Dla porównania śląskie kopalnie zatrudniały w tym czasie ponad 100 tys. ludzi.

CO2 za granicę

Zdaniem Grzegorza Wiśniewskiego, prezesa Instytutu Energetyki Odnawialnej, polskie firmy przez jeszcze wiele lat nie będą wstanie konkurować w najbardziej dochodowym segmencie dużych turbin. – Nie widzę w tej chwili możliwości zmiany sytuacji w segmencie lądowych farm wiatrowych. Rynek został tu już podzielony. Jedyną szansę jaką mamy i którą już wykorzystujemy, to dostarczanie podzespołów dla największych graczy. Jednak tutaj pojawia nam się kolejny problem. Wytwarzamy głównie wieże, a to jest przemysł ciężki, który obciążany kosztami emisji CO2 wkrótce może uciec za granicę – zauważa.
Inwestorzy z zagranicy

Póki co, wspomniane wieże pod morskie turbiny wiatrowe niemieckiego Nordexu buduje stocznia w Gdańsku. Spółka w dodatku wkrótce otworzy nową linię, pozwalającą jej podwoić - do 400 wież rocznie - możliwości wytwórcze. W ciągu trzech lat stocznia będzie też potrzebowała 1,3 tys. nowych pracowników. Gdańska firma niedawno przejęła Mostostal Chojnice, który kończy właśnie budowę trafoplatformy dla dużej farmy wiatrowej na Morzu Północnym. Z kolei w Szczecinie spółka Crist wybuduje nową fabrykę wież, w której za dwa lata zatrudnienie znajdzie ok. 450 osób.

Niespełna 40 km dalej, w Goleniowe, od trzech lat funkcjonuje fabryka śmigieł dla elektrowni wiatrowych duńskiej firmy LM Wind Power, zatrudniająca już ok. 520 osób. Podobną fabrykę w Ustroniu posiada niemiecki Euros. Na Śląsku Niemcy maja też centrum badawczo-rozwojowe zatrudniające 60 osób, które zamierzają rozbudować o kolejną fabrykę, zwiększając zatrudnienie o 300 ludzi.

Polski potencjał

Prezes IEO zwraca uwagę, że polskie firmy mają szansę na wejście w rynek małych turbin wiatrowych, gdzie potrzebne są mniejsze nakłady inwestycyjne. Tego typu instalacje dostarczają już m.in. nowosądecki Dr Ząber czy warszawski Ventus. Przy odpowiednim wsparciu rozproszonej energetyki przygotowywaną ustawą o odnawialnych źródłach energii ten segment ma szanse na szybki wzrost w najbliższych latach. Przy większych inwestycjach do zagospodarowania jest także segment średniej wielkości turbin o mocach rzędu 10-100 kW i 100-500 kW.

– Wiele zachodnioeuropejskich firm otwiera swoje centra badawczo rozwojowe w Polsce. To oznacza, że mamy potencjał intelektualny, a za parę lat będziemy mieli też wielu inżynierów z dużym doświadczeniem w tej branży. Pieniądze mogłyby dostarczyć polskie grupy energetyczne, które jak na razie kupują jedynie gotowe projekty farm – uważa Jarosław Wajer z Ernst & Young.

Jeżeli udałoby się stworzyć w Polsce chociaż połowę miejsc pracy potrzebnych do wytworzenia i zainstalowania krajowych farm wiatrowych, wówczas - zdaniem Ernst & Young - zwiększylibyśmy aż dziesięciokrotnie, do niemal 19 tys., liczbę zatrudnionych w sektorze energetyki wiatrowej. Pełna krajowa produkcja stworzyłaby dodatkowe 10 tys. etatów. Zdaniem PSEW do 2020 roku w branży powstać może nawet 66 tys. nowych miejsc pracy. Jest więc o co włączyć.

Dlatego cieszy, że polskie instytucje publiczne coraz śmielej wspierają nie tylko budowę odnawialnych źródeł energii ale też rozwój krajowych technologii. Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej ogłosił właśnie nowy projekt wpierania polskiego przemysłu OZE: GEKON - Generator Koncepcji Ekologicznych, który ma do rozdysponowania 400 mln zł. Od trzech lat NFOŚiGW, we współpracy z MSZ, MŚ i MG, wspiera też międzynarodową promocję polskich technologii OZE w ramach programu GreenEvo - Akceleratora Zielonych Technologii.
 
<< Poprzedni Październik 2014 Następny >>
PoWtŚrCzPtSoNd
  
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31